Zapowiadało się świetnie. Dostał się na wymarzone studia, miał piękną dziewczynę, wyrozumiałego szefa i dobre relacje z matką. Wszystko potoczyłoby się inaczej, gdyby nie niespodziewany powrót ojca.

W ten sposób można streścić pierwsze sceny z filmu Claudea Greena pod tytułem The Doo Dah Man. Jeśli chcesz zobaczyć ten film (co nie będzie proste, bo w Polsce były tylko pokazy festiwalowe), to nie czytaj tego wpisu dalej. Jeśli jednak interesuje cię, czym zainspirowały mnie losy bohaterów tego obrazu, to zapraszam do lektury. Miałem przyjemność poznać reżysera osobiście i prowadzić spotkanie z jego udziałem po projekcji filmu. Kilkakrotnie upewnił mnie, że dobrze zinterpretowałem jego zamysł, więc jest to z jednej strony mój autorski wpis, ale w pewnym sensie autoryzowany.

UCIECZKA

Jake nie chcę mieć nic wspólnego z ojcem, który po długim czasie wrócił do domu. Obawia się, że ojciec mimo deklaracji znów wpadnie w ciąg alkoholowy i rodzinne życie znów zamieni się w piekło. Pakuje niewielki plecak i postanawia wyruszyć przed siebie, jednak nie zdaje sobie sprawy z tego, że za moment trafi z deszczu pod rynnę. Wkrótce po wyruszeniu w drogę zostaje zatrzymany przez policję i musi zapłacić karę za podróżowanie na stopa. Po opłaceniu grzywny zostaje bez grosza. Brak pieniędzy sprawia, że zaczyna podróżować z przypadkowo poznanym Smittym. Wkrótce okazuje się, że Smitty nie tylko ukradł samochód, w którym razem jadą, ale co ważniejsze jest zbiegiem z więzienia.

PRZEMIANA

Ich wspólna droga wkrótce okazuje się być czasem przewartościowania, tego przed czym obaj uciekali. Jack ucieka przed ojcem, a Smitty jest ojcem, który ucieka przed synem. Właściwie nie tyle ucieka, co uznaje, że ta relacja jest stracona. Mimo to ukradkiem ciągle spogląda na zdjęcie syna nie wierząc, że może tę więź odbudować. Zmiana przychodzi, gdy obserwuje będącego w wieku jego syna Jake-a i jego reakcję na rany zadane przez ojca alkoholika. Pod wpływem swojego towarzysza uznaje, że po prostu musi zawalczyć o relacje z synem, że jest to coś, czego po prostu nie może odpuścić. Przemianę przechodzi także Jake. Obserwując Smitty’ego uświadamia sobie, jak trudny dla jego ojca musiał być powrót do domu i jak bardzo jego ojcu musi zależeć na nim samym. Jake ostatecznie postanawia wrócić do domu i zmierzyć się ze zranionymi relacjami twarzą w twarz.

OJCIEC

Film Claudea Greena opowiada nie tyle o synu, który jest zraniony przez ojca (takich historii znamy już bardzo wiele), ale raczej pokazuje sytuację ojców, którzy zranili swoich synów i którzy bardzo chcieliby tę ranę uleczyć. Chcieliby wszystko naprawić i poskładać, ale tak naprawdę nie wiedzą jak i zamiast walczyć, po prostu uciekają. To jeden z tych filmów, który pokazuje, że czasem potrzebujemy pójść gdzieś daleko, żeby zrozumieć to co jest bardzo blisko. Ale pokazuje też, jak bardzo spojrzenie na drugiego człowieka w kontekście jego rodziny: rodziców, partnera, czy dzieci, zupełnie zmienia myślenie o tym człowieku. Okazuje się, że wyjęci z kontekstu naszych bliskich jawimy się kimś zupełnie innym i chyba nie do końca prawdziwym…

Jeśli nie widziałeś filmu, a doczytałeś do tego miejsca, to i tak Ci go polecam – warto, bo nigdy mało filmów, które poruszają naprawdę ważne tematy w życiu ojców i synów!


NIEPUBLIKOWANE CIEKAWOSTKI 

Tak jak wspomniałem, miałem przyjemność poznać reżysera osobiście i prowadzić spotkanie z jego udziałem po projekcji filmu w ramach „Festiwalu Arka„. W czasie rozmowy Claude zdradził kilka ciekawostek z planu filmowego i prac nad scenariuszem, którymi chciałbym się z Tobą podzielić, bo zdaje się, że nigdzie do tej pory nie były publikowane.

Po pierwsze historia. Reżyser usłyszał ją od znajomej z USA, która opowiedziała wczesne dzieje swojego męża. To on jako młodzieniec był odpowiednikiem Jake’a, który faktycznie doświadczył włóczęgi i przygód na granicy prawa z więziennym uciekinierem. Co ciekawe reżyser wymyślając imię dla syna Smitty’ego nie wiedział, że wybierając imię Mikkey, wybiera rzeczywiste imię syna prawdziwego bohatera tych w wydarzeń – pierwowzoru filmowego Jake’a.

Po drugie aktorzy. Okazuje się, że odtwórcy głównych ról doskonale utożsamiali się, z tym to co działo się na planie. Odtwórcy roli Smitty’ego i Jake’a, tak bardzo zżyli się podczas kręcenia filmu, że trzeba było wybierać najmniej emocjonalne ujęcia ostatniej sceny, żeby nie była ona w filmie przesadnie wyakcentowana. Aktor grający Jake’a sam doświadczył trudnych relacji ze swoim ojcem. Natomiast aktor, który wcielił się w jego ojca Jacka, przez dobrych kilka lat miał utrudniony kontakt z własną córką – dopiero niedawno udało mu się przywrócić tę relację.

Niezwykła jest ilość koincydencji jaka miała miejsce między aktorami i bohaterami filmu…


doo dah

The Doo Dah Man

1 godz. 32 min.
reżyseria: Claude Green
scenariusz: Claude Green, Jack Ballo
produkcja: Argentyna/USA/Wielka Brytania
premiera: 21 marca 2015 (świat)

Jestem mężem i ojcem, czasem też managerem i trenerem – piszę o tym, jak być dobrym tatą oraz jak osiągnąć synergię między życiem rodzinnym i rozwojem zawodowym.