Geniusz jest przereklamowany

Był sobie kiedyś licealista, który po skończeniu ogólniaka chciał zacząć studia na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej. Uczył się, chodził na kursy rysunku i zastanawiał się, czy jest wystarczająco genialny, żeby zdać jeden z najtrudniejszych egzaminów na studia. Okazało się, że nie był wystarczająco genialny…

WYSTARCZAJĄCO GENIALNY

Co to znaczy być “wystarczająco genialnym”? Takie pytanie stawiam sobie jako rodzic myśląc o przyszłości moich dzieci. Takie pytanie stawiam sobie patrząc na profesjonalizm osób, z którymi miałem okazję pracować. Sprawa jest prosta. Są wybitni, są średni, są też mierni… Co zrobić, by być w gronie tych pierwszych?

O niektórych ludziach mówi się, że są urodzonymi piłkarzami, czy biznesmenami. To oczywiście totalna bzdura! Nikt jeszcze nie widział sportowca, czy przedsiębiorcy, który rozgrywając swój pierwszy w życiu mecz lub zakładając pierwszą firmę automatycznie odniósł spektakularny sukces. Lubimy tak przedstawiane historie wielkich ludzi, ale one są zwyczajnie naciągane.

MLEKO MATKI

Prędzej uwierzę w coś, co przydarzyło się owemu licealiście. Architekturę wyssał z mlekiem matki. Wielu rzeczy nie musiał się uczyć. Słowa takie jak elewacja, urbanistyka, czy więźba dachowa słyszał znacznie częściej niż czołówkę Dziennika Telewizyjnego, czy dzwonek na szkolnym korytarzu. Było mu łatwiej niż innym, bo jego rodzice zajmowali się projektowaniem. On to lubił i całkiem sporo wiedział o tym, jakie mogą być skutki wielu godzin pracy rapidografem. Mimo wchłaniania wiedzy za pośrednictwem matczynej piersi nie okazał się wystarczająco genialny, żeby dostać się na wymarzone studia.

PRZYCZYNY PORAŻKI

Dlaczego mu się nie udało? To proste. Za słabo rysował. Lubił rysować, ale rysował za mało i za późno zaczął uczyć się rysunku profesjonalnie. Miał w klasie dobrą koleżankę i dobrego kolegę, którzy też chcieli dostać się na architekturę. Im się udało, bo zaczęli rysować znacznie wcześniej i robili to o wiele systematyczniej. Prawda, że nielogiczne? Dlaczego dziecko architekta, nie podjęło nauki rysunku wcześniej i intensywniej niż jego rówieśnicy? Są na to dwie banalne odpowiedzi.

Po pierwsze ze strony jego rodziców nie było wyraźnego impulsu i motywacji, że „już teraz od tego miesiąca powinieneś zacząć systematycznie ćwiczyć pod okiem nauczyciela i proszę, o tu są pieniądze na kurs”. Po drugie i pewnie ważniejsze jest to, że on sam, choć zainteresowany architekturą, równocześnie spalał się w wielu innych aktywnościach. Jego wewnętrzna motywacja nie była skupiona w pierwszej kolejności na celu. Wyniki egzaminu pokazały mu, że to z czym się rodzimy i to w czym wzrastamy jest ważne na drodze do sukcesu, ale nie jest jego gwarancją.

GWARANCJA SUKCESU

Każdy z nas ma w sobie predyspozycje, które może rozwijać i które są w jakiejś mierze unikalne. Jednak o naszym sukcesie w dużo większym stopniu decyduje kontekst w którym wzrastamy (piłka jest popularniejsza niż hokej, bo nie można w niego zagrać pod blokiem), rodzina zaszczepiająca w nas wartości i wiedzę (klany aktorów, czy muzyków to nie przypadek), a przede wszystkim wewnętrzna motywacja (przeradzająca się w satysfakcję z wykonywanej czynności) i nade wszystko konsekwencja.  

Pomyśl o ludziach, których uważasz za genialnych w tym, co robią. Ich geniusz jest przereklamowany. Jeśli nie mieliby warunków, by się doskonalić i nie byliby w tym konsekwentni, to nie mieliby też na swoim koncie osiągnięć, dziś kwalifikujących ich jako mistrzów. Wniosek? Nie czekaj, aż naturalny talent sam się odkryje i wykiełkuje w twoim dziecku. Wyrusz z nim w drogę i pomóż mu szukać tego, co je zafascynuje. Niech po drodze popełni kilka błędów. A kiedy już to znajdzie, naucz je konsekwencji i tego, że nie da się zdobyć szczytu wchodząc tylko do połowy góry.

DLACZEGO LICEALISTA?

Licealista przypomniał mi się, kiedy czytałem książkę “Poza schematem” Malcolma Gladwella. Ten kanadyjski autor zestawił niezwykły zbiór historii i zjawisk pokazujący, jak często ślepo wierzymy w jakiś nieokreślony “geniusz” jednostki. Tymczasem zupełnie zapominamy o synergii, jaka u każdego z nas zachodzi między: pasją, pracowitością, uwarunkowaniami kulturowymi i zapleczem materialnym. W życiu wspomnianego licealisty te cztery czynniki ułożyły się tak, że architektem nie został. Ale do dziś kocha architekturę, a jego geniusz ujawnił się w czymś zupełnie innym. Dlatego z pasją napisał te słowa 😉

Jestem mężem i ojcem, czasem też managerem i trenerem – piszę o tym, jak być dobrym tatą oraz jak osiągnąć synergię między życiem rodzinnym i rozwojem zawodowym.

2 comments

  1. Twój artykuł zainspirował mnie do tego, abym sam zastanowił się nad moją definicją geniuszu i sukcesu, celami, które stawiałem sobie jako nastolatek licealista czy początkujący student (przecież to najpiększniejszy okres na stawianie celów) i jak to wygląda teraz… kiedy jestem ojcem z aspiracjami 😉

    A następnie taką analizę przedstawię mojej Żonie, do weryfikacji :-)

    Ciekawą kwestią do rozważenia dla mnie jest także to, czy staram się świadomie obserwować pasje i zainteresowania moich kilkuletnich dzieci, aby móc je świadomie wspierać lub przynajmniej im nie przeszkadać.

    I dodam jeszcze, że wspomnianę przez Ciebie książkę Gladwella znam i serdecznie ją polecam.

    • Dzięki za zostawienie komentarza!

      Gladwell rzeczywiście rozważa sukces bardziej w kontekście mistrzostwa zawodowego. Oczywiście ciągle aktualne zostaje bardzo słusznie przywołane przez Ciebie pytanie, o określenie co zdefiniować jako swój własny cel gwarantujący sukces…

      Ja uważam, że ideałem było by uchwycić synergie między mistrzostwem zawodowym i ojcowskim. To jest duże wyzwanie, ale możliwe do osiągnięcia. Efekt takiej synergii to fantastyczna zachęta by dążyć do niej każdego dnia.

      Pozdrowienia!

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

© 2018 ZAWÓD OJCIEC

Theme by Anders NorenUp ↑