Orville i Wilbur mieli niewiele, ale udało im się zdobyć „wszystko”. Wygrali, bo nie wiedzieli, że konkurują z tymi, którzy myśleli że mają wszystko, a tak naprawdę nie mieli nic…

PIENIĄDZE TO ZA MAŁO

Kiedy w 1900 roku Kongres Stanów Zjednoczonych wydawał ogromne pieniądze na stworzenie wojskowej maszyny latającej, Orville i Wilbur Wright weszli w etap poważnych prac nad skonstruowaniem samolotu. To właśnie w prostym warsztacie ulokowanym w stodole, dwóm pomysłowym braciom udało się zbudować pierwszy pojazd latający. Dlaczego mimo ogromnych budżetów rządowe projekty spaliły na panewce? Zostawmy porażki – skupmy się na sukcesach. Przyczyną sukcesu braci Wright było to, że byli braćmi!

WIELKA REWOLUCJA

Obecnie w większości znaczących ogólnoświatowych organizacji trwa ogromna rewolucja, z której wagi i znaczenia jeszcze nie zdajemy sobie sprawy. Firmy na wielką skalę próbują przestawić pracowników z pracy indywidualnej na zespołową. Problem polega na tym, że to jest przejście bardzo trudne. Zazwyczaj wydaje nam się, że wiemy jak to robić. Niestety przeważnie nie mamy pojęcia jak twórczo współpracować z innymi.

OD DZIECKA

Kiedy dzieci pracujące pedagogiką Marii Montessori zaczynają dzień od wspólnego kręgu i opowiadają o tym co ostatnio robiły, z czym miały problem i co będą robić dziś – nie zdają sobie sprawy, że stają się najbardziej pożądanymi pracownikami na rynku pracy. To właśnie w ten sposób pracują dziś najefektywniejsze i najbardziej dochodowe firmy na świecie. Codziennym krótkim spotkaniem (Daily Stand-up Meeting) zaczynają pracę najlepsze zespoły projektowe. Tylko, że pracy zespołowej nie da się nauczyć z dnia na dzień – to jest zwyczajnie niemożliwe. Dlatego wyścig kreatywności i efektywności wygrają ci,  dla których taka praca już od dzieciństwa będzie zakorzenionym  nawykiem!

WYBITNE NIEDOBITKI

Co z tego, że wybitne jednostki istniały zawsze i będą istniały nadal? Znaczenie wybitnych jednostek będzie się zmniejszać. Wiedza jaką dysponujemy i interdyscyplinarność nauk, które są kluczowe do rozwoju jest tak ogromna, że jednej osobie nie sposób ją skutecznie ogarnąć. Przyszłość jest w rękach efektywnych, doskonale ze sobą współpracujących, empatycznych i kreatywnych zespołów projektowych. Jeśli zaczniemy uczyć dzieci takiej pracy, to możemy być pewni zwycięstwa w wyścigu o innowacje.

DOBRZE MIEĆ BRATA?

Z rodzeństwem różnie się układa. Mam rodzeństwo i mam dzieci, które są dla siebie rodzeństwem. A jeszcze więcej rodzeństw od lat wnikliwie obserwuję (tak, drodzy znajomi – jesteście na celowniku :) ). Wiem coś o tym. Widzę jak różnie potrafią się układać ścieżki między ludźmi z tej samej rodziny. Scenariusze przeważnie są trzy:

  1. Albo jesteśmy względem siebie (mniej lub bardziej) życzliwie obojętni i przechodzimy przez życie gdzieś obok siebie, spotykając się tylko w chwilach rodzinnej konieczności lub potrzeby.
  2. Albo w naszych relacjach robi się ogromna przepaść, złożona z różnych niesnasek, niewyjaśnionych spraw, zaszłości… z bliskich stajemy się dla siebie obcymi ludźmi.
  3. Albo wreszcie między nami, a naszym rodzeństwem dochodzi do jakiejś fantastycznej erupcji synergii. Bo z kim możemy budować lepszy zespół, jeśli nie z kimś, z kim podzielamy te same wartości, czyje ograniczenia i możliwości znamy tak dobrze jak swoje, komu wreszcie możemy zaufać w stu procentach – bo wiemy, że nasz los liczy się dla tej osoby tak samo jak jej własny?

ŚRODOWISKO

Lubię opowiadać dzieciom o braciach Wright. Ich historia doskonale pokazuje, że wzrastanie od maleńkości w najlepszych wartościach współpracy jest możliwe (wbrew smutnym doświadczeniom wielu rodzin). Dla mnie jest ważne, że rodzina Braci Wright była bardzo blisko siebie nie tylko w czasie wolnym od pracy. Od maleńkości rodzice, a w szczególności mama (sic!) uczyła swoje dzieci majsterkowania. Te rodzinne aktywności płynnie przekładały się na życie zawodowe. Zanim powstał pierwszy samolot, bracia założyli warsztat i wytwórnię rowerów.

To ważne, że w polskich rodzinach przeważnie uczy się miłości i szacunku do rodzeństwa. Brakuje nam jednak pójścia o krok dalej. Jestem przekonany, że wiele rodzeństw mogłoby podjąć genialne wspólne przedsięwzięcia. Mogłoby, gdyby od pierwszych lat życia rodzice podsycali w nich etos współpracy, inspirowali wspólne działania i je wspierali. A co najważniejsze uczyli współzależności.

WSPÓŁZALEŻNOŚĆ

Będąc niemowlętami jesteśmy w pełni zależni od swoich rodziców. Bez nich nic nie możemy zrobić, ale z roku na rok wykuwamy sobie przestrzeń niezależności. Większość z nas już do końca życia dąży od bycia w pełni niezależnym. Dzieje się tak, bo nie zdajemy sobie sprawy z potęgi współzależności, a także dlatego, że nie mamy z kim jej budować. Współzależność to stan, w którym potrafimy z kimś stworzyć relację pozwalającą na ograniczenie naszej autonomii w jakiś obszarach i dzięki temu wzrost efektywności w innych. Doskonałym przykładem współzależności mogą być małżeństwa świadomie dzielące się obowiązkami. Taka współzależności daje doskonałą efektywność, ale wymaga bezgranicznego zaufania i pełnego zaangażowania. Alpiniści, strażacy, żołnierze – oto profesje, od których możemy uczyć się współzależności. Dlatego nauka wspinaczki naprawdę nie będzie dla Twojego dziecka stratą czasu.

CO TO JEST SUKCES?

Nie mamy już czasu. Najwyższa pora, żebyśmy w wychowaniu dzieci położyli nacisk na uczenie współpracy, empatii i innych wartości budujących zespół. Bez nich Twoje dziecko nie zajedzie naprawdę daleko, bez nich nie będzie mogło odnieść naprawdę wielkiego sukcesu. Co to jest sukces? Nie, nie chodzi tylko o wynalazki, czy pieniądze. One też są ważne, ale nie są kluczowe. Tylko w dobrych, trwałych i nieprzemijający relacjach międzyludzkich my ludzie potrafimy odnaleźć głębokie szczęście. To jest prawdziwy sukces. Uczmy dzieci współpracy i współzależności – w ten sposób nauczymy je odnosić prawdziwe sukcesy i wygrywać życie nie tylko zawodowe!

Jestem mężem i ojcem, czasem też managerem i trenerem – piszę o tym, jak być dobrym tatą oraz jak osiągnąć synergię między życiem rodzinnym i rozwojem zawodowym.