To było już kilka lat temu. Spotkanie starych przyjaciół w przytulnym wnętrzu rodzinnego domu – wspomnienia i próba nadgonienia w krótkim czasie życiowych aktualności. Dorośli piją aromatyczną herbatę przy stole, w pobliżu dzieci zawiązują znajomości przy wspólnej zabawie. Naglę w spontanicznej chwili ciszy do stołu doleciały strzępy dziecięcej rozmowy. Mój tata jest lekarzem i ratuje ludziom życie – powiedział chłopiec. A mój tata jeździ w nocy do radia, żeby dorosłym opowiadać bajki – zripostowała dziewczynka… 

Przypomina mi się to zdanie mojej córki, kiedy słyszę (od kilku lat coraz modniejsze) słowo „storytelling”. Tym, którzy ów termin słyszą po raz pierwszy powiemy tylko, że dziś w szeroko pojętym „biznesie” ludzie uczą się opowiadać historie. Dotyczy to wielu sfer, w tym: marketingu, zarządzania, sprzedaży i innych. Trudno się dziwić jego popularności, bo zagadnienie naprawdę jest bardzo ciekawe. Ja sam od dawna wykorzystuję różne elementy storytellingu w codziennej pracy, ale też staram się poznawać nowe i się ich uczyć.

Storytelling w pracy to jednak nic w porównaniu ze storytellingiem w zawodzie jakim jest ojcostwo! Dlatego w tym wpisie zdradzę jak opowiadam historie moim dzieciom z wykorzystaniem zasad, których używam w pracy. Storytelling to oczywiście szerokie zagadnienie i pewnie nie raz jeszcze o nim napiszę, ale tutaj poznasz moje własne 4 filary, na których staram się budować opowieść. Mam nadzieję, że przydadzą Cię się jako tacie, a jak nie no to trudno – najwyżej wykorzystasz je tylko w pracy 😉


1) WIEM CO MÓWIĘ

W liceum mój historyk przekonywał, że inteligentny człowiek „wie co mówi, a nie mówi co wie”. Dokładnie tak jest z opowieściami. Pierwsza sprawa to określić związek przyczynowo-skutkowy: o czym chcę powiedzieć => komu chcę powiedzieć => jaka opowieść będzie najlepiej pasowała => co w niej zostawić, a co wywalić – żeby powiedzieć o tym co sobie postanowiłem.

Kiedy dzieciom chcę pokazać, że mniejszy i słabszy może wygrać z większym i silniejszym opowiadam o Dawidzie i Goliacie. Kiedy z dorosłymi np. w czasie szkolenia chcę poruszyć ten sam problem nierównej walki, wtedy opowiadam historię o Bitwie pod Wizną. Możliwie dobrze opanowuję wszystkie szczegóły, ale w ostatecznym przekazie usuwam z tych historii to co zbędne dla głównego przesłania. Staram się żebym to ja panował nad materiałem, a nie on nade mną. Dzięki temu będę wiedział jak go użyć, by moje przesłanie było czytelne.

2) ZBIERAM HISTORIE

Opowiadanie historii jest świetne pod warunkiem, że ma się co opowiadać. Skąd zatem je brać? Żaden problem – pełno ich wkoło nas. Jeśli np. opowiadanie wykorzystujesz w pracy jako handlowiec to z pewnością zasłyszanych branżowych historyjek masz pod dostatkiem. Zarówno zaskakujące wydarzenie, jak i dobra branżowa anegdota to skarb.  Zapamiętaj je! W zapamiętywaniu pomaga wielokrotne… opowiadanie oraz zapisywanie – to osobny temat, ale uwierz mi, że warto notować!

Oczywiście, że istnieją kopalnie wspaniałych opowieści. Są nimi na przykład spotkania z podróżnikami (bo nie wszystko jest zapisane w książkach). Ale tak naprawdę każdego dnia przydarzają się nam anegdotyczne zdarzenia. Problem w tym, że w pierwszej chwili nie widzimy w nich większej wartości. Żeby przekuć je w narzędzie pracy trzeba je oszlifować!

3) SZLIFUJĘ PERŁY

Dla takich osób jak ja, szlifowanie pereł to okropna robota. Żeby stworzyć coś wyjątkowego trzeba z czegoś zrezygnować, coś usunąć i wyrzucić. Zawsze miałem z tym problem i próbowałem opowiedzieć zbyt wiele – wytracając tym samym moc i jasność głównego przekazu. Usuwać nauczyło mnie radio i montaż nagranych audycji. W każdym nagraniu trzeba coś usunąć, żeby nie zostać w gąszczu dygresji i dotrzeć do sedna sprawy. Dlatego kiedy już wybiorę historię, którą chcę opowiedzieć (patrzy wyżej) to szczególną wagę przywiązuję do 6 rzeczy:

 

  1. KONTEKST – zaczynanie od „Dawno, dawno temu, w biednym królestwie, którym rządził stary król…” jest w brew pozorom dobrym rozpoczęciem. Ważne jest osadzenie historii w pewnych realiach świata, do którego chcemy zabrać słuchaczy. Ważne też jest budowanie tego świata przez szczegóły, które w nim są. „Miękka soczysta zielona trwa”, czy „czerwony Ford Taunus rocznik 73 po tuningu” – buduje świat opowieści nawet jeśli nie jest warunkiem jego istnienia. Zbuduj kontekst głównej narracji za pomocą kilku szczegółów!
  2. BOHATER – każda opowieść powinna go mieć. A najlepszy bohater to taki, z którym mogą utożsamić się słuchacze. Dlatego powinien być kimś zwykłym, kimś kim każdy z nas mógłby być. Ale powinien też mieć coś, co nie daje mu spokoju, może pasję, albo brzemię, z którym coś musi zrobić. Dobrze też by jak każdy z nas miał swoją piętę achillesową, swój oścień – coś co utrudnia życie i w najtrudniejszych chwilach manifestuje się ze zdwojoną siłą. Ulep tą postać z gliny jak Stwórca, masz prawo – to Twoja historia!
  3. PROBLEM może być nim Smok Wawelski, niespełniona miłość, albo własna słabość. Problem jest czymś co w historii musi być rozwiązane, co jest osią całej historii i z czym mierzy się bohater. To jest ten element historii, który sprawia, że jej słuchamy. Może być tak, że słuchamy o problemie, który jest nam dobrze znany i dowiadujemy się jak ktoś inny go rozwiązał. Może też być tak, że dany problem jest tylko alegorią czegoś prawdziwego – np. opowieść o walkach na Westerplatte jako obraz zaciekłej obrony czegoś cennego. Pamiętaj, nie ma problemu – nie ma opowieści!
  4. SUSPENS – czyli trudne słowo, które wskazuje na najtrudniejszy elementem akcji historii. Sama akcja oczywiście jest konieczna, ale najlepiej jeśli nie brakuje w niej suspensu. Suspens to nieoczekiwany zwrot akcji. Coś co wstrzymuje dech w piersiach, zaskakuje, denerwuje… coś co sprawia, że słuchacz nie wie co wydarzy się dalej, a co najważniejsze nie wie jak opowieść się skończy. Nikt nie chce słuchać opowieści o do bólu przewidywalnym zakończeniu. Musisz wziąć to pod uwagę!
  5. ROZWIĄZANIE I ZMIANA – są zawieszone gdzieś pomiędzy innymi elementami, ale nie wolno o nich zapomnieć. Rozwiązanie to oczywiście coś do czego dąży historia, czy raczej jej bohater. Nie ma rozwiązania (najlepiej spuentowanego) – to nie ma po co słuchać opowieści. Rozwiązanie zazwyczaj wyłania się w toku akcji, czyli różnych wydarzeń, które zmieniają bohatera. Zmiana jest kluczowa! Tak jak Robin Hood na początku opowieści nie nadaje się na ślub z Marion, tak i inni bohaterowie potrzebują zmiany (tego co w nich i tego co wokół nich) by dojść do rozwiązania. Pokaż wyraźnie zmianę i rozwiązanie, bez nich opowieść będzie płytka jak kałuża.
  6. PUENTA – czyli coś czego najbardziej trzeba w dowcipach. Przy czym historie, które wcale nie mają śmieszyć też jej potrzebują. Zaskakująca i zarazem zamykająca całą wypowiedź, musi być dobrze zaplanowana i być kropką nad „i” dla rozwiązanego problemu. Jeśli słuchacze wytrzymali, aż do puenty to nie pozwól, żeby ich reakcją było zdanie w stylu „no i co z tego?”. Kombinuj i szlifuj puentę, żeby to co mówisz zapadło w pamięć!

4) UTOŻSAMIAM SIĘ

Ma znaczenie to jak ułożysz narrację, jak będzie wyglądała podróż w którą zabierzesz słuchaczy. Ma znaczenie doszlifowanie konkretnych elementów i świadomość do czego chcesz doprowadzić. Ale ma też znaczenie to jak mówisz, jak brzmi Twój głos. Ma znaczenie więź jaką masz ze słuchaczem, jakie emocje są między wami. Słowem, ma znaczenie Twoje zaangażowanie w historię, którą opowiadasz. Dobrze znane bajki opowiedziane ze swadą wciągają choć wiemy jak się skończą. Natomiast z perfekcyjnie zaplanowanych opowieści przekazywanych bez przekonania zapamiętujemy tylko tyle, że ciągnęły się jak flaki z olejem.


 

Doczytałeś, aż do tego momentu? To super! Jeśli jeszcze Ci mało storytellingu to koniecznie zobacz zamieszczone poniżej jedno z moich ulubionych wystąpień z TED-a. Zapraszam Cię też do komentowania i aktywnego obserwowania mojego bloga. Możesz to zrobić np. zapisując się (po prawej stronie u góry) na newsletter :-)

 

Jestem mężem i ojcem, czasem też managerem i trenerem – piszę o tym, jak być dobrym tatą oraz jak osiągnąć synergię między życiem rodzinnym i rozwojem zawodowym.