Dzieci bojące się wejść same do drugiego pokoju. Dwulatek opowiadając, że pod jego łóżkiem mieszkają dziwne stwory. Najpierw czułem się bezradny, ale z czasem wymyśliłem jak skutecznie wygonić z pod łóżka potwory.

Tam naprawdę są wilki, czyli każdy ma prawo się bać.

Co pomyślałem, gdy usłyszałem, że po łóżkiem są wilki? Pewnie to co większość dorosłych. Tam nie ma żadnych wilków! Ale zaraz przyszła następna myśl. Że ja nie widzę wilków, to nie znaczy, że moje dziecko ich tam nie widzi. Lub widzi jakieś inne strachy, które nazywa wilkami, bo nie wie jak lepiej można je nazwać.

Inaczej mówiąc, boi się tej ciemnej jamy pod łóżkiem, nad którą ma posłanie. To trochę tak jak w spokoju ducha płynąć sobie w pław przez jezioro. Ciepła woda, piękne słońce i nagle uświadamiasz sobie, że pod tobą jest na 30 metrów głęboka, nieznana ciemność. Z perspektywy dziecka to jest zapewne coś takiego.

Każdy się czasem boi, czyli nie negować strachu.

Co chciałem powiedzieć, gdy mimo wszystko uznałem, że moje dziecko się czegoś boi? Pewnie to co większość dorosłych. Nie bój się! Ale zaraz przyszła mi następna myśl. Że każdy się czasem boi. Można powiedzieć „nie bój się”, ale to przeważnie nic nie zmienia. Strach nie mija. Tylko się go zagłusza. Dlatego zapytałem spokojnie. Czy boisz się? Dlaczego się ich boisz?

Strach nie jest czymś złym. Ta emocja, jak każda inna, mówi że na coś trzeba uważać. Emocje są jak radary, które dają znać co się w nas i obok nas dzieje. Zamiast je zagłuszać, lepiej wsłuchać się w sygnał, który odbierają. Kiedy komuś opowiadamy o naszych „dorosłych” obawach, one stają się mniej straszne. U dzieci jest podobnie. Warto dzieci pytać co myślą i czują. Pytać, ale roztropnie.

Wyganiamy wilki, czyli oswajanie strachu.

Z pytaniami warto zostać na poziomie ogólności. Niech to będą pytania otwarte, na które dziecko samo odpowie. Odpowie i opowie co czuje. Boisz się, że ten wielki, krwiożerczy wilk wyjdzie z pod łóżka i będzie cię po kawałku rozszarpywał na kawałeczki? To nie jest zbyt roztropne pytanie. Raczej prowadzi do eskalacji strachu niż poradzeniu sobie z nim. Co zatem oprócz zadawanie roztropnych pytań zrobić, żeby pozbyć się wilków?

Pomyślałem sobie, że warto je wygonić. Można to zrobić na dwa sposoby. Przegonić te wielkie bestie kijem. Ale to by było trochę jak zadawanie pytania z powyższego akapitu. Można też te złapać te małe niegroźne wilczki, jak niesforne kocięta, które zaplątały się tu przez przypadek. Tak właśnie zrobiliśmy. Najpierw zapytałem ile ich jest, a potem każdego złapałem. Pogłaskaliśmy je wspólnie i poprosiliśmy, żeby tu nie przychodziły bo straszą właściciela łóżka mimo, że nie są przecież takie straszne. A wypuszczone w przedpokoju pobiegły do swojego domu.

To kiedyś minie, czyli etap rozwojowy.

Wilki polubiły miejsce pod łóżkiem. Często wracają więc je wyłapujemy. Głaszczmy jak psiaki, mówimy do nich i wysyłamy w siną dal. W sumie nawet i ja te wilki polubiłem. Fajna jest z nimi zabawa, którą po latach będziemy wspominać.

Strach jest nadal, ale już mniejszy, bardziej oswojony. A przecież wystarczy sobie uświadomić, co wie każdy dorosły: to będzie trwało tylko przez jakiś czas. Strach przed potworami pod łóżkiem, czy ciemnością w drugim pokoju, to naturalny etap w rozwoju dziecka. Każdy przez niego przechodzi. Ale na to jak dziecko go przejdzie (wzmocnione, czy osłabione), wpływ mamy my – rodzice!

Jestem mężem i ojcem, czasem też managerem i trenerem – piszę o tym, jak być dobrym tatą oraz jak osiągnąć synergię między życiem rodzinnym i rozwojem zawodowym.